Multikanałowa komunikacja w turystyce [case study]

Segment travel to prawdziwe wyzwanie dla marketingowca. Jego specyfikę ciężko uchwycić inaczej, niż na konkretnym przykładzie, dlatego z radością przedstawiamy przygotowane przez Optimise (we współpracy z klientem – Neckermann Podróże) case study, które pokazuje, jak autorskie rozwiązania, dokładna analiza danych i adekwatna, multikanałowa komunikacja mogą się przełożyć na sukces w e-commerce.

Zapraszamy do lektury prezentacji opisującej case study działań dla Neckermann.

Influencerzy: kogo i jak pozyskiwać do promocji marki

Blogerzy, recenzenci i sieciowi liderzy opinii powszechnie uważani są za receptę na tzw. ślepotę banerową – osobistym rekomendacjom ufamy niemal 3 razy bardziej niż reklamom. Jednak jak w przypadku niemal każdej złotej recepty, przy pozyskiwaniu twarzy marki trzeba wykazać się rozwagą i dopracowaną strategią. Kto pociąga tłumy, komu ufają różne grupy wiekowe i jakie zyski może przynieść dobrze wybrany influencer?

Kim są influencerzy?

„Prawdziwa wpływowość polega nie tylko na zwróceniu uwagi, ale także na zmotywowaniu do działania” – przekonuje Jay Baer i trudno się z nim nie zgodzić. Jak pokazują udane kampanie w zakresie pozyskiwania social mediowych ekspertów, popularnych youtuberów i wpływowych krytyków, każdy dolar wydany na influencera przekłada się na 6,5 dolara zysku. Robi wrażenie? To nie koniec – ROI z kampanii blogowych, nie licząc promocji w social media, może być o 11 razy większe niż w przypadku klasycznej kampanii.

Kim tak naprawdę jest osoba, która może zapewnić nam taki wynik? Jeszcze w czasach sprzed ekspansji Internetu mówiono dużo o trendsetterach – ludziach wyczuwających tętno swojego czasu, promujących markę przez swoje zachowanie, bycie na bieżąco, zdolność oddziaływania na otoczenie. Dziś na Twitterze z kolei najbardziej interesujące konta należą do osób, które na nowo definiują klasyczne zawody – od dziennikarza po polityka. Influencer to ktoś pomiędzy – merytoryczny i zachęcający do interakcji, godny zaufania i tworzący własne, sieciowe otoczenie, niczym nieograniczoną przestrzeń, w której centrum stoi, obserwowany przez mniej lub bardziej licznych użytkowników.

Związki UGC i influencer marketingu

User generated content i user created content to pojęcia, które na stałe zadomowiły się w świecie content marketingu i zarazem jedna z najmocniejszych broni w pozyskiwaniu klienta na zakupowej ścieżce. Ponad 70% osób przedkłada recenzje, vlogi i opinie nawet ponad profesjonalnie napisany content. Właściwie nie istnieje bariera wieku, w którym konsumenci podchodzą do UGC nieco sceptyczniej. Wynika to również z tego, że ludzie w każdym wieku są de facto autorami rekomendacji. Rezultat? W przypadku niemal każdej grupy wiekowej treści stworzone przez użytkowników i klientów danej marki są w jakimś stopniu odpowiedzialne za podjęcie decyzji o zakupie. Przykładem mogą być millenialsi – aż 86% z nich uważa takie informacje za ważny czynnik.

Nie dajmy się zwieść przypuszczeniom – UGC to nie próba obejścia niedziałającej strategii reklamowej poprzez opłacenie blogera – większość treści tworzona jest spontanicznie, bez działań brandu. Z kolei wpływowi autorzy wiedzą, że raz utraconego zaufania mogą nie odzyskać nigdy – dlatego marki, na których promocję się decydują, są ich faktycznymi wyborami. Pozyskanie nieprzekonanego do naszego produktu influencera może okazać się stategicznym strzałem w kolano. Jak zatem efektywnie łączyć zalety UGC z zasięgami liderów opinii?

Kontekst jest najważniejszy

Wielu reklamodawców marzy o pozyskaniu dużych nazwisk do swojej kampanii. Zwracają uwagę na liczby – obserwujących, śledzących, dzielących się informacjami. Jednak między twardymi danymi zasięgowymi, miernikami zaangażowania i przełożeniem na decyzje zakupowe istnieje długa i kręta droga. Najlepsi piłkarze i najsłynniejsze gwiazdy pop nie sprzedadzą specjalistycznego oprogramowania dla firm, nawet jeśli dzięki nim o ofercie dowiedzą się miliony odbiorców. Co więcej, Klient lubi utożsamiać się z liderem opinii – wielką zaletą jest możliwość podejrzenia codzienności danej osoby, jej „zwykłego” życia. Opływający w luksusy gwiazdorzy tworzą często krótkotrwałe relacje – wynika to m.in. właśnie z niemożności utożsamienia.

Kluczowe jest znalezienie niszy dla naszej opowieści. Większość liderów opinii nie pomoże w sprzedaniu mydła i powidła. Post specjalisty, którego zasięgi są niewysokie, ale który ma ugruntowaną pozycję w swojej branży często działają lepiej, niż instagramowa fotka Justina Biebera. Nie bez znaczenia jest fakt, że mikroinfluencer pochłania zazwyczaj mniejszy budżet reklamowy.

Dodatkową zaletą influencerów jest to, że ich zasięg wykracza poza zaplanowaną kampanię – większość z nich dzieli się opiniami na temat marki również offline, wraca do współpracy, pisząc dodatkowe, nieobjęte umowami posty. Chcąc budować długotrwałą relację z odbiorcą, nie można zapominać o szanowaniu „swojego” blogera.

Możliwości i przykłady

Z ankiet wynika, że najbardziej lubianą formą współpracy z influencerem dla każdej ze stron są konkursy oraz recenzje. Oczywiście na tym nie kończy się zasób środków, które wydają się nieograniczone – we współpracy możemy organizować eventy, korzystać z gościnnych wpisów na firmowym blogu, opracować długofalową strategię ambasadorów albo zaproponować hashtag, który zostanie wprowadzony do obiegu przez współpracującą z nami osobę.

Sztandarowym przykładem udanej kampanii influencerskiej jest ubiegłoroczny sukces Beats by Dre, połączony z promocją filmu „Straight Outta Compton”. Dzięki zdjęciom wykonanym przez Jonathana Manniona z magazynu Fader i pozyskaniu influencerów, którzy zmieniali zdjęcia profilowe wg szablonu, Beats stało się pierwszą marką w historii, która zajmowała równocześnie pierwsze miejsce w trendach na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

W naszym poprzednim wpisie wspomnieliśmy o kampaniach prowadzonych przez DDOB i Szeri Szeri – to przykład dla innej, węższej, choć nie mniej aktywnej grupy odbiorców. Dzięki stosowaniu Instagrama, Facebooka, blogów i Snapchata oraz niestandardowym formom promocji, Ambasadorzy DDOB osiągają zasięgi powyżej 250 000 osób. Ilości komentarzy u najpopularniejszych z młodych blogerów mogą pozazdrościć im nawet najbardziej doświadczeni komentatorzy.

W każdym budżecie powinno się pojawić miejsce na kampanię influencerską – to po prostu działa. W zależności od grup docelowych, możemy przyciągać osoby do naszego produktu i tworzyć relację na lata – ze świetnym UGC, wysoką stopą zwrotu i wzrostem widzialności w wyszukiwarce.

Czy trzydziestolatkowie mogą zrozumieć Snapchata?

Snapchat jest na ustach wszystkich – w tym roku liczba korzystających z aplikacji ma przebić wyniki dotychczasowych potęg, takich jak Twitter czy Pinterest. Zdjęcia i krótkie filmy znikające po obejrzeniu – to content na tu i teraz, tęsknota za „prawem do zapomnienia” czy po prostu serwis przywracający radość share’owania i tworzenia relacji?

Jaki jest najczęściej powtarzany mit na temat użytkowników Snapchata? Oczywiście chodzi o wiek – zwykło uważać się, że to serwis dla nastolatków. Tymczasem jak wskazują najnowsze raporty, największą grupę korzystających z aplikacji stanowią osoby w wieku 18-24 lata. Z drugiej strony to bodaj jedyny serwis o takim przyroście zainteresowania wśród osób młodszych niż 12 lat, których obecność na Snapchacie w tym roku ma wzrosnąć aż o 43%.

Wybory snapchatowe w Stanach Zjednoczonych

Jak widać, aplikacja nie poddaje się łatwemu kategoryzowaniu, przyciągając zróżnicowany target (również trzydziestolatków). Spójrzmy na nią przez pryzmat amerykańskich wyborów prezydenckich. Każda kampania od czasów szczytowej fazy dot-comowego boomu schyłku lat 90. charakteryzowała się wykorzystaniem nowego medium. Jak wylicza New York Times, w 2000 roku był to e-mailing, 4 lata później – blogi, 2008 rok to triumf Facebooka, a w 2012 roku politycy masowo korzystali z popularności, szybkości i opiniotwórczości Twittera. W tym roku kampania jest wyjątkowa z wielu względów – politycznych, społecznych – ale nie da się przejść obojętnie wobec informacji, że pierwszą debatę telewizyjną Republikanów na Snapchacie obejrzało dwa razy więcej osób niż w telewizji (w przedziale 18-24 lata). Niezależnie od opcji politycznej (wystarczy spojrzeć na efektowną kampanię 74-letniego Berniego Sandersa, znanego z wyrazistych, socjalistycznych poglądów) umiejętne korzystanie z serwisu jest po prostu obowiązkiem dla polityków, którzy chcą pokazać ludzką twarz.

Marki walczą o millenialsów

Inne spektakularne przykłady kampanii na Snapchacie? Choćby Calvin Klein, który dzięki zaangażowaniu influencerów, takich jak choćby Dev Hynes (Blood Orange), oraz wykorzystaniu zarówno Snapchata, jak i Tumblra dotarł do 140 000 odbiorców oglądających przygotowane treści. Również na polskim rynku marki chcą pozyskiwać millenialsów i przedstawicieli pokolenia Z – przykładem może być kampania H&M, który wykorzystał aplikację do poinformowania o biletach na Boiler Room ukrytych w poszczególnych salonach. Efekt? Prawie 1000 nowych śledzących na Snapchacie, ponad 200 osób biorących udział w grze i prawie 4 miliony użytkowników, które w niestandardowy sposób dowiedziały się o współpracy marki z prestiżową, znaną na całym świecie imprezą.

Nowe możliwości i wyzwanie dla marketerów

Dziś z prostej aplikacji, często ignorowanej, a nawet zbywanej jako „aplikacja do sextingu”, Snapchat ewoluował do postaci wszechstronnego komunikatora. Wprowadzona w 2013 roku opcja „stories” pozwoliła na budowanie dłuższych opowieści, dostępnych dla wszystkich obserwujących przez 24 godziny – w zdawkowym, jednorazowym świecie Snapchata to niemal przewrót kopernikański. Snapchat Discover to ważny krok w otwieraniu się tego medium na komercyjne możliwości – skorzystali z niego przede wszystkim najwięksi wydawcy ze świata, tacy jak CNN czy ESPN.  Zapowiedziane w zeszłym tygodniu wprowadzenie reklam, testowanych już w zeszłym roku w USA, to z kolei ukłon w stronę świata płatnych treści.

Teen marketing – nisza czy potęga?

O tym, jak ważnym narzędziem dla pozyskiwania młodych konsumentów jest Snapchat, przekonuje Bartłomiej Sibiga, założyciel Daily Dose Of Beauty, które niedawno dołączyło do Szeri Szeri, by wspólnie pokazywać inną stronę influencer marketingu. Dla zrzeszającej ponad 8 tysięcy influencerów platformy Snapchat to jedno z podstawowych narzędzi, dzięki którym Ambasadorzy i blogerzy budują długotrwałe relacje. Działające w ramach platformy Ssarusska czy Alex Mandostyle obserwują odbiorcy liczeni w dziesiątkach tysięcy.

Bartłomiej Sibiga, twórca DDOB:

„Przykładem na udane działania w ramach Snapchata może być nasz niedawny konkurs. Zadaniem odbiorców było przejście z naszego konta na profil Alex Mandostyle na Instagramie i odgadnięcie, w kogo wcieliła się nasza blogerka na zdjęciu. Mimo, że profil DDOB dopiero się rozwija i ma w tej chwili ok. 5000 obserwujących, chcieliśmy przetestować jego możliwości – okazało się, że liczba komentarzy przekroczyła 600, a więc podobnie jak w wypadku większości naszych Ambasadorów – zaangażowanie znacznie przekraczało wyniki nawet ścisłego blogowego topu w Polsce”.

Aż 79% konsumentów ufa blogerom tak samo, jak rekomendacjom osobistym. Sceptycznie nastawione do tradycyjnej reklamy pokolenie Z sięga po opinie swoich idoli – ufa im, angażuje się w dyskusję, chętnie przekazuje dalej informacje o markach i produktach. Snapchat, nawet jako stosunkowo nowe medium, wciąż jeszcze pozwala młodym odbiorcom na unikanie niechcianych treści. Przekłada się to choćby na całościowe wyniki DDOB w social media: dzięki relacjom na Snapchacie i Instagramie akcja, w której 9 Ambasadorów odwiedziało tourbus ZTE dotarła do ponad 1,5 miliona użytkowników.

6.

Jak widzimy, aplikacja zmienia rzeczywistość – politykom pozwala docierać do bardzo zmiennej jeśli chodzi o poglądy grupy młodych wyborców, markom – pozwala komunikować treści dla bardzo ważnego segmentu odbiorców, jakimi są ludzie w wieku 18-34 lata, a także, last but not least – stwarza przestrzeń, w której pokolenie millenialsów i digital natives czuje się jak ryba w wodzie, pozwalając uciec przez wszechobecną tendencją do archiwizowania, przetrzymywania danych w coraz bardziej zakurzonej, cyfrowej bibliotece.

reklama szkoły wyższej

Performance marketing w promocji szkolnictwa wyższego

Obecny niż demograficzny powoduje, że uczelnie wyższe oraz inne podmioty zajmujące się zawodowo edukacją młodych coraz mocniej muszą walczyć o nowych podopiecznych.

Wypełnienie auli słuchaczami staje się z roku na rok coraz trudniejsze – studentów jest coraz mniej, a podmiotów chcących edukować coraz więcej, dlatego uczelnie zaczynają sięgać po rozwiązania adresowane do maturzystów i pomagające przyciągać chętnych.

Jednym z najlepszych pomysłów na pozyskiwanie studentów w ramach działań marketingowych jest szeroka kampania promocyjna w Internecie, dzieląca się na dwie kompatybilne podkampanie – zasięgową i efektywnościową, które mogą pozwolić uczelniom wyższym nie martwić się o to, że do października nie znajdą się chętni na edukację. MasterMind Media, realizując podobne działania, poprzez właściwy dobór kanałów oraz dotarcie do określonych wcześniej targetów użytkowników prowadzi wiele kampanii dla uczelni wyższych, które potrafią zachęcać miesięcznie nawet 600 studentów do wybrania ich oferty.

Etapy kampanii:

  1. Kampania zasięgowa – Podstawowym celem kampanii jest dotarcie do jak największej ilości użytkowników, będących „targetem” uczelni. Zależnie od grupy docelowej (studenci polscy bądź zagraniczni oraz kierunki, jakie uczelnia ma w swojej ofercie ) kampania jest dzielona na kanały promocji (Facebook, Google, display, content oraz mailing) i kierowana do wybranego targetu z komunikacją budującą świadomość o istnieniu spełniającej ich wymagania uczelni.
    Kampania powinna być uruchomiona ok. 3 miesiące przed otwarciem listy,  by użytkownicy mieli czas zapoznać się z uczelnią, nabrać zaufania oraz zapisać w podświadomości informację o niej. Kampania będzie trwać tylko do momentu otwarcia list.
  2. Kampania efektywnościowa – Uruchomiona w dniu otwarcia zapisów na uczelnię ma na celu pozyskać jak najwięcej leadów – użytkowników, którzy tam zaaplikują/ zarejstrują się w systemie/ wypełnią formularz zgłoszeniowy. Rozliczanie następuje za zwalidowanego leada (sprawdzonego przez uczelnię i określonego jako „realny użytkownik”).  Kanały promocji, dzięki którym generowanie leadów da najlepszy efekt, to remarketing (docieramy w ten sposób do użytkowników, którym wyświetlaliśmy wcześniej komunikację uczelni i budowaliśmy świadomość jej istnienia), Facebook oraz mailing. Te 3 kanały pozwolą na pełną optymalizację efektywności i wygenerowanie najbardziej jakościowych wyników kampanii.

Wczesne planowanie strategiczne, dobór komunikacji, przygotowanie responsywnych landing page`ów, na których użytkownicy wypełniają formularze oraz kreacji graficznych pozwala na osiągnięcie niemal 100% efektywności, a konwersja może wzrosnąć nawet do poziomu 6%, dlatego bardzo ważne jest, by wybrać odpowiedniego partnera zarządzającego kampanią.

„Już od kilku lat regularnie – sezonowo bądź całorocznie – współpracujemy z uczelniami wyższymi, dla których obsługujemy całą ścieżkę pozyskiwania studentów w przestrzeni online. Początkowe budowanie relacji uczelni z użytkownikami, następnie tworzenie skutecznych materiałów graficznych i ciągła, równoczesna optymalizacja wszystkich kanałów promocji pozwala nam na pozyskiwanie znakomitej liczby aplikacji”

–mówi Agnieszka Tomczyk, dyrektor zarządzająca MasterMind Media

 

crowdfunding

Zalety reklamy natywnej na urządzeniach mobilnych

O tym, jak ważny i rozwojowy z punktu widzenia reklamy jest obecnie segment mobile, nie trzeba już raczej przekonywać ani marketerów, ani ich klientów. Użytkownicy masowo przerzucają się na smartfony i tablety, a za nimi podąża rynek reklamowy. Jak zatem w dobie mobile’owej ekspansji radzi sobie, coraz częściej nazywana „przyszłością reklamy online”, reklama natywna?

Na reklamowym rynku zaraz za mobilem („rok mobile” ogłaszany jest rokrocznie mniej więcej od pięciu lat) plasują się dwa, silnie ze sobą związane, coraz popularniejsze trendy: content marketing i reklama natywna. W kontekście mobile’u warto przyjrzeć się przede wszystkim tej drugiej formie, zwłaszcza że, jak podaje BI Intelligence, wydatki na reklamę natywną w samych Stanach Zjednoczonych 2018 roku będą wynosić już 21 miliardów dolarów, a wraz z początkiem tego roku aż 86% ankietowanych deklarowało zwiększenie wydatków na reklamę natywną. Kolejnych danych dostarcza nowy raport Native Advertising Institute – 72% pytanych osób ocenia pozytywnie skutki reklamy natywnej, a aż 90% uważa ją za ważny lub bardzo ważny element strategii marketingowej.

Zacznijmy jednak od początku, czyli…

Czym jest reklama natywna?

Większość marketerów z całą pewnością zna uproszczoną definicję mówiącą, że jest to forma nienachalnej reklamy, dopasowanej do użytkownika, która nie zakłóca odbioru przeglądanej przez niego treści – coś w rodzaju „odwrotności displayu”. I teoretycznie moglibyśmy na tym poprzestać, gdyby nie fakt, że takie przedstawienie istoty reklamy natywnej nasuwa duże skojarzenia z content marketingiem. I słusznie, bo te dwie formy są ze sobą spokrewnione, ale wbrew temu, co sądzi część marketerów, nie są one tożsame. Wyraźną granicę między reklamą natywną a content marketingiem postawił Joe Pulizzi. Twierdzi on, że płatne zamieszczenie wartościowej treści, jak najbardziej odpowiadającej zawartością i wyglądem do serwisu, to reklama natywna, natomiast content marketing to wartościowa, angażująca treść, przydatna dla użytkownika, zamieszczana najczęściej nieodpłatnie (np. na blogu lub stronie marki), a płatna jest wyłącznie jej promocja. Różnicę tę łatwo pokazać na przykładzie widgetu rekomendacji treści.

  • Ramka rekomendacji treści jest responsywna i dopasowana do wyglądu serwisu. Zmniejsza się liczba serwisów mających strony dedykowane na urządzenia mobilne – format m.domena.pl wypierany jest przez responsywne layouty pomagające idealnie dopasować widget niezależnie od rozdzielczości urządzenia;
  • promowana treść odpowiada tematyce serwisu, jest związana z innymi polecanymi artykułami;
  • reklama jest nienachalna, nie zakłóca użytkownikowi korzystania z serwisu.

Czy jest to zatem rodzaj reklamy natywnej? Jak najbardziej. Czy jest to content marketing? Nie – content marketingiem jest sama treść promowana w widgecie, a reklama natywna jest jedynie formą jej promocji.

Reklama natywna w służbie mobile’u

Jest kilka powodów, dla których rozwijający się rynek mobile i zdobywająca popularność reklama natywna tak dobrze idą w parze. Warto spojrzeć na to szczególnie przez pryzmat wspomnianych wyżej widgetów rekomendacji treści. Ze względu na to, że istotę mobile’u przypieczętował sam Google, wprowadzając w kwietniu 2014 roku algorytm obniżający widoczność serwisów, które nie są przystosowane do urządzeń mobilnych, strony responsywne to teraz właściwie obowiązek. Zwiększa się liczba użytkowników przeglądających strony na urządzeniach mobilnych, a co za tym idzie – zwiększa się też potencjał rynku.

„Warto pamiętać, że kampanie targetowane bezpośrednio na urządzenia mobilne dają efekt jedynie przy wąskiej grupie produktów, jak np. reklama ubezpieczenia ekranu. Kampanie, które emitujemy na RON – czyli wszystkich, losowo wybieranych serwisach w naszej sieci reklamowej – osiągają lepsze wyniki na urządzeniach mobilnych niż na desktopach także dlatego, że nasze widgety są idealnie dopasowane do layoutów serwisów, przez co użytkownik odbiera je jako naturalną treść wydawcy. Duża liczba reklam-rozpraszaczy wyświetlanych na urządzeniach stacjonarnych i związana z nimi tzw. „banner blindness”, przekłada się na obniżenie wskaźnika CTR”

– mówi Tomasz Zaród, Publisher Support Specialist w Scoop. Jako przykład podaje kampanie w sieci poleceń redakcyjnych NextClick – w przypadku porównań kampanii wyświetlanych na tych dwóch typach urządzeń  współczynnik klikalności  zarówno reklam, jak i treści redakcyjnych jest większy na urządzeniach mobilnych o około 30%.

 

Strategia „mobile first”

Pełne wykorzystanie potencjału urządzeń mobilnych pozwoli pogłębić wiedzę o zachowaniach ludzi, zwyczajach zakupowych i poszukiwaniu insightów konsumenckich. Dzięki temu będzie można jeszcze skuteczniej optymalizować komunikację w zależności od tego, na jakim etapie consumer journey są w danym momencie odbiorcy reklamy. To też ogromne pole do popisu dla reklamy natywnej, która z definicji przecież ma być jak najprecyzyjniej dopasowana do grupy docelowej i person. A żadne inne medium nie powie nam o użytkowniku tyle, ile urządzenia mobilne i np. aplikacje, z których korzysta – dokąd lubi chodzić, czym się interesuje, gdzie spędza wakacje…

Trudno zatem wyobrazić sobie lepszy mariaż marketingowy. Wiele wskazuje na to, że reklama natywna i mobile zostaną nierozłączni jeszcze przynajmniej przez jakiś czas. Dwóch tak silnych i tak dobrze współdziałających trendów nie będzie łatwo zatrzymać.

Social Media: portale warte uwagi

Jeżeli prowadzisz już swój biznes, a social media marketing nie jest Ci obcy, z pewnością znasz wielką piątkę portali wykorzystywanych w social media marketingu, na których spotkać możesz większość znanych marek. Facebookowe imperium nie może być Ci obce. Jest to kanał, przez który każda licząca się marka komunikuje się już ze swoimi klientami. Kolejnym takim portalem jest Instagram, na którym promujesz się za pomocą zdjęć oraz tagów. Twitter to Twój komunikator świetny do obsługi klienta. Na YouTubie budujesz relacje z klientami poprzez video, zaś Snapchat wykorzystujesz do kontaktu z młodszym pokoleniem. A czy warto pokazywać się w mediach społecznościowych spoza wielkiej piątki? O których warto pomyśleć? Co możesz zyskać będąc na nich aktywnym?

“Wielka piątka” w liczbach

Zacznę od podania kilku danych liczbowych, które mogą Cię trochę zaskoczyć. Oczywistym jest to, że aktualnie najpopularniejszym serwisem społecznościowym jest Facebook. I chociaż jeszcze kilka lat temu niejeden marketer pukał się w czoło, kiedy słyszał, że warto założyć tam konto, dziś portal ten odnotowuje miesięcznie ponad miliard logowań. Drugi na liście jest Twitter z 300 milionami użytkowników. Trzecie miejsce należy do LinkedIn – 255 milionów. Nie zgadniesz kto jest czwarty. Otóż zaraz za podium znaleźć możemy Pinterest z 250 milionami użytkowników. Tuż za nim znajduje się Google+ (120 milionów) oraz Tumblr (110 milionów). Kolejnym zaskoczeniem może być to, że Instagram jest dopiero na siódmym miejscu, mając zaledwie 100 milionów użytkowników. Z punktu widzenia reklamodawców, liczne sieci to dodatkowy kłopot – ale dla marketingowców to nowe możliwości w dotarciu do lepiej zdefiniowanych grup odbiorców i szansa na efektywniejszy content marketing.

Pinterest

Jest to serwis przypominający nieco Instagrama i jeśli uważnie czytałeś poprzedni akapit wiesz, że ma on 2,5 raza więcej użytkowników. W Polsce, niestety, statystyki nie wyglądają już tak dobrze. W naszym kraju Pinterest może pochwalić się niespełna milionem zarejestrowanych osób. Nie znaczy to, że polskie marki nie mogą się tutaj promować – ale o tym za chwilę.

Najpierw kilka słów o tym, jakie portal daje korzyści oraz jakie są jego słabsze strony. Masz możliwość publikacji na nim zdjęć oraz filmów w towarzystwie opisów. Panuje przekonanie, że najlepiej sprawdza się w przypadku marek, których przekaz jest mocno zwizualizowany. To prawda, że w takiej sytuacji dużo łatwiej jest promować się wykorzystując obraz, ale mając odpowiedni pomysł, można z dużymi sukcesami być obecnym na tym portalu bez względu na branżę. Świetnym przykładem może być Nike czy Sony, które z powodzeniem zdobywają na Pintereście coraz więcej fanów. Główną jego wadą jest to, że pomimo swojej popularności na świecie, w Polsce jest mało znany. U nas wypierany przez Instagram i Facebooka.

Pinterest Social Media

Użytkownikami Pinteresta są przede wszystkim kobiety (zobacz więcej o kobietach w marketingu). Badania wykazują, że są one otwarte na nowości technologiczne, zakup nowego sprzętu, technologii, aplikacji. Warto dodatkowo pamiętać, że możesz być otwarty na kontent innych użytkowników. Dla dużej ilości marek, treść wrzucana przez klientów stanowi większość wszystkich wpisów. Pinterest daje także możliwość publikowania płatnych Pinów (wpisów). Korzystając z nich możesz zwiększyć grono odbiorców.

Polskie marki do Pinteresta podchodzą ostrożnie, a social media marketing w ich wykonaniu w głównej mierze koncentruje się na bardziej popularnych portalach. Jest jednak kilka, które radzą sobie bardo dobrze. Przyjrzyjmy się im:

Miasto Gdańsk. Każda z tablic prezentowanych odwiedzającym ten profil ma unikalne zdjęcie i opis. Profil kierowany jest do odbiorców lifestyle’owych i świetnie pod nich przygotowany. Opisy miejsc, wydarzeń kulturalnych, najlepszych restauracji, zachęcają do obserwowania pinów. Świetnie wykorzystane są tutaj hashtagi, które dodatkowo zwiększają zasięg.

Muzeum Erotyzmu. Ich tablice mają ponad 2000 followersów. Dla porównania Sony, marka uważana za guru Pinteresta, ma ich 2500. Rewelacyjnie operują w swoich opisach tagami oraz słowami kluczowymi, dzięki czemu osoby zainteresowane tematyką w łatwy sposób odnajdują ich piny w serwisie. Ponadto są niesamowicie regularni, nie ma dnia, żeby na ich tablicy nie pojawiły się nowości. Niektórzy twierdzą, że przyczyną ich popularności jest tematyka, ale erotyka wcale nie jest najchętniej oglądana na Pintereście. Zdecydowanie wygrywa tu umiejętność tworzenia kontentu oraz regularność w pracy.

DeeZee.pl. Marka z pełną świadomością wykorzystała informację o tym, że Pinterest odwiedzają głównie kobiety. Jest to sklep z butami. W swojej komunikacji podpiera się współpracą z blogerami oraz celebrytami. Możemy znaleźć tu też zakłąki typowo produktowe.

LinkedIn

Większości ten portal kojarzy się z miejscem, gdzie użytkownicy zamieszczają przebieg swojej kariery zawodowej. Z miejscem do kontaktu pomiędzy pracownikiem, a pracodawcą. Gdzie teoretycznie nie ma większego sensu istnieć jako marka. Ale nie możesz zapominać, że jest to serwis gromadzący z roku na rok coraz większą liczbę użytkowników. Jest trzecim co do wielkości portalem społecznościowym. Co roku nowe miliony Twoich potencjalnych klientów zakładają tam swoje profile. Z wielkiej bazy CV, LinkedIn staje się portalem coraz bardziej podobnym do Facebooka. Ciągle uważany jest także za miejsce odwiedzane głównie przez profesjonalistów i ekspertów, możesz więc być jednym z nich, będąc tam, gdzie Twoi być może przyszli klienci będą potrzebowali Twojej rady lub opinii.

LinkedIn Social Marketing

Obecnie największą popularnością cieszą się tutaj firmy z sektora technologicznego. Najwięcej osób obserwuje profile takich potęg jak Comarch, Asseco Poland czy ING Services Polska. Popularne są także strony firm telekomunikacyjnych, a wśród nich na szczególną uwagę zasługuje Orange Polska, która jest profesjonalnie i przejrzyście przygotowana. Oprócz informacji ofertowych można znaleźć również wiadomości dotyczące możliwości robienia kariery w firmie, co na tym portalu wciąż jest istotne.

Periscope

Coraz popularniejsze stają się krótkie filmy oglądane w czasie rzeczywistym. Periscope umożliwia taką właśnie transmisję real time. Zdaniem wielu ekspertów emisja na żywo będzie głównym narzędziem marketingu internetowego najbliższej przyszłości. Czy jednak niedawno udostępniona przez Facebooka możliwość publikowania w czasie rzeczywistym nie zepchnie podobnych serwisów całkowicie na margines?

Moim zdaniem nastąpi to najpóźniej do końca 2017 roku, jednak póki co Periscope posiada ponad 10 milionów użytkowników, jest więc dla kogo publikować. Obecnie wykorzystywany jest przede wszystkim do transmisji szkoleń i konferencji na żywo oraz serii pytań i odpowiedzi ekspertów.

Jego zaletą jest możliwość komentowania oraz zostawiania polubień w trakcie transmisji, co pozwala prowadzącemu natychmiast zareagować na potrzeby słuchaczy. Ulubionymi filmami, które zwykle oglądane są przez dużą ilość osób są te pokazujące jak coś zostało zrobione oraz relacje zza kulis – programów, restauracji, sesji zdjęciowych. Ludzie ciekawi są tego, czego nie mogą zobaczyć na co dzień. Niestety w Polsce ze świecą szukać marek, które na tym portalu odniosły sukces. Wśród brandów światowych na uwagę zasługuje kampania Mercedsa, który pokazał na żywo premierę modelu AMG GT.

Pomimo, że większość oglądających zapewne nigdy nie wsiądzie do tego modelu, możliwość obejrzenia premiery była dla firmy wizerunkowym strzałem w dziesiątkę. Kolejną firmą umiejętnie wykorzystującą możliwości Periscope jest Taco Bell. Zaproponowali odbiorcom kanał informacyjny – zabawny, lekko głupawy, parodiujący programy informacyjne, ale świetnie promujący nowości w manu czy akcje promocyjne.

Oprócz tych trzech, najbardziej zasługujących na uwagę portali społecznościowych, jest jeszcze kilka, o których warto wiedzieć, że istnieją i mogą kryć w swoich bazach Twoich potencjalnych klientów. O nich napiszę już krócej.

 Periscope Social Marketing

Ask.FM

Na Asku spotkasz przede wszystkim młodszych użytkowników internetu. Dzieci i młodzież prześcigają się w zadawaniu pytań, na które chcą szybko uzyskać odpowiedź. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że nie jest to dobre miejsce na promocję marki, ale warto przyjrzeć się temu serwisowi bliżej. Czy nie zgodzisz się, że dzieci i młodzież mają bardzo duży wpływ na decyzje zakupowe swoich rodziców? No właśnie.

Ask.fm Social Marketing

Planując dobrze strategię, możesz przekona młodych użytkowników do tego, aby zadawali pytania na temat Twojej marki. Możesz stać się ekspertem w swojej branży, do którego będą zgłaszać się ze swoimi wątpliwościami w pokrewnych tematach. Musisz jednak pamiętać o tym, że wraz z mądrymi i przemyślanymi pytaniami, pojawią się te mniej racjonalne. Należy się więc dobrze przygotować, stworzyć przemyślaną strategię i przeprowadzić dokładny reaserch. Ale czy warto tak wiele pracy wkładać tylko po to, żeby być uwielbianym przez garstkę dzieciaków?

Moim zdaniem powinieneś wiedzieć, że taka możliwość istnieje, ale spokojnie możesz darować sobie obecność na AskFM.

WhatsApp

Niedawno aplikację wykupił Facebook płacąc 19 miliardów dolarów. Już samo to świadczy, że musi mieć ona ogromny potencjał. Do czego służy? Pozwala na wymianę wiadomości tekstowych na numer telefonu. W pierwszym roku użytkowania usługa jest darmowa, w kolejnych latach kosztuje 0,99 USD. Tobie może posłużyć do wysyłania powiadomień dla Twoich klientów, do obsługi, wysyłania informacji o promocjach czy zbierania opinii.

WhatsApp Social Marketing

Spotify

Z definicji Spotify nie jest portalem społecznościowym. Jest miejscem, gdzie każdy użytkownik może zarejestrować się i bezpłatnie słuchać swojej ulubionej muzyki. Jedynym warunkiem jest słuchanie reklam w przerwach pomiędzy blokami utworów. Są to 3 minutowe bloki lub 15 sekundowe wstawki.

Jakie są Twoje możliwości?

Spotify Social Marketing

Warto zorientować się w ofercie, nie tylko dłuższych bloków czy wstawek, ale także reklamy displayowej, treści wideo czy dniówek na głównej stronie aplikacji. Twoja marka będzie kojarzona z lifestylem, muzyką. Możesz także zbudować dla swoich klientów dodatkową wartość i podarować im na przykład 30 minutowy blok muzyki bez reklam lub stworzyć dedykowaną dla nich playlistę. 

Tinder

Jest to aplikacja randkowa, która w łatwy sposób pozwala łączyć ludzi na całym świecie. Może pochwalić się imponującym zasięgiem i ogromnymi rzeszami użytkowników. Aplikacja pokazuje osoby korzystające z niej w najbliższej okolicy. Jednym kliknięciem można wyrazić zainteresowanie pojawiającą się osobą lub przejść do następnego profilu.

tinder

Jeżeli dwie osoby są sobą zainteresowane, mogą rozpocząć czat. A jak w tym świecie może zaistnieć Twoja marka? Tutaj głównie na powodzenie liczyć mogą firmy z branży beauty oraz modowej. Chociaż bardzo dobrą kampanię przeprowadziło Amnesty International, komunikując o problemie przedmiotowego traktowania kobiet. Liczy się pomysł.

Czy warto poświęcać czas i środki na zaistnienie w niszowych mediach? Można by na ten temat długo dyskutować. Teoretycznie każdy z nim może przynieść Ci nowych klientów. Jak widać powyżej, wiele marek z powodzeniem sobie w nich radzi gromadząc rzeszę fanów.

Z drugiej strony jednak już sam Facebook daje dziś możliwości łączące funkcje wielu z opisanych powyżej portali. Jedno jest pewne – lepiej umieszczać przemyślany, dobrej jakości kontent niż na siłę być obecnym w każdym z możliwych mediów społecznościowych.

Jeśli nie social media, to może współpraca z blogerami? Zobacz w tym artykule, jak współpracować z blogerami mądrze i skutecznie.