Zbuduj sobie bota! To prostsze niż układanie puzzli

Ta myśl na pewno pojawiła się również w Twojej głowie. Czy sztuczna inteligencja zastąpi pracę ludzi? Niektórzy zastanawiają się też nad tym, kiedy stracimy kontrolę nad światem. Ale my zatrzymamy się nieco wcześniej. Krok po kroku przejdziemy przez proces tworzenia bota, który może usprawnić Twoją komunikację przez Messengera, by nie stracić kontroli nad wiadomościami zasypującymi firmową skrzynkę. Continue reading

Mały może więcej: mikroinfluencer nową tajną bronią

Influencer marketing to prawdopodobnie najważniejszy “buzzword” ostatnich kilku lat. Demokratyzacja dostępu do sieci, kreatywność i narzędzia umożliwiające jej ekspresję stworzyły cały ekosystem wokół twórców social mediowych, marek i agencji wspierających ich działania. Po pierwszym “hype’ie” – przeniesieniu modelu współpracy znanego z telewizji (celowanie w wysoko zasięgowych influencerów), przyszedł moment na tych “long tailowych”, mikroinfluencerów. Czy małe, ale bardzo aktywne społeczności mogą realizować cele biznesowe nie gorzej, niż instagramowi celebryci? Continue reading

Grywalizacja w IT: przykłady najciekawszych kampanii

“Gry mają niezwykłą siłę wciągania nas w swój świat oraz motywowania do wykonywania określonych akcji”. Dzięki przenoszeniu mechanizmów znanych z gier do świata biznesu, możemy nie tylko zaangażować obecnych i potencjalnych klientów do pogłębionej interakcji z marką, ale także sprawniej i oszczędnej rekrutować pracowników. Jest to widoczne zwłaszcza w branży IT – bardzo konkurencyjnej, gdzie to pracodawca musi wykazać się fajnym pomysłem na zainteresowanie programisty, by ten poświęcił uwagę wybranej firmie.

Definicja grywalizacji zakłada, że to działanie mające na celu zmianę zachowania ludzi przy użyciu mechanizmów zaczerpniętych z gier komputerowych – przypomina Arek Cybulski. Proces grywalizacji polega więc na na zaprojektowaniu takiego doświadczenia z gier komputerowych (czy planszowych), które wpłynie na reakcje użytkownika podczas interakcji z marką – po to, by kampania osiągnęła – postawione przez marketera czy rekrutera – cele.

Nie bez kozery łączy się temat gamifikacji, a więc włączania elementów mechaniki znanej z gier w rozwiązywaniu problemów, z pokoleniem milenialsów; to pierwsza generacja, która dorastała z branżą interaktywną (jak pokazują badania Nielsena, blisko 70 proc. z nich posiada konsolę, a ponad 75 proc. – smartfona) i pierwsza, która grami i technologią posługuje się w sposób niemal natywny. Jak wie każdy rekruter, to właśnie ta grupa społeczna jest u progu swojej produktywności i to właśnie na nich koncentrują się wysiłki działów HR-owych.

Warto pamiętać o tym, że frajda, jaką dostarcza “gra biznesowa”, jest jedynie środkiem, a nie celem samym w sobie. Ostatecznie chodzi o osiąganie założonych celów, dlatego w grywalizacji należy stymulować wysiłek, a nie końcowe wyniki. Przy dobrze wymyślonych zasadach działa to dużo lepiej, niż budowane jedynie na wynikach końcowych systemy motywacyjne.

Grywalizacja w rekrutacji – przykłady

Luxoft

Luxoft, jeden z największych pracodawców w branży IT w Polsce, słynie z nietypowych akcji rekrutacyjnych. Przed kilkoma laty zorganizował głośną akcję rozdawania pączków pod siedzibami konkurencyjnych firm informatycznych z informacją o rekrutacji opakowaniu, i, jak mówił dyrektor marketingu Luksoftu w jednym z wywiadów, kolejne firmy technologiczne zaczęły iść w stronę nieszablonowych rozwiązań. Taki guerilla HR ma jednak to do siebie, że wywołuje głównie szum w mediach i trudno w ten sposób wyłonić naprawdę wartościowych kandydatów.

Akcją, która w sprytny sposób pozwalała wyłonić bazę “leadów”, było rozdawanie darmowych t-shirtów – Free Tee 4 IT. Może “rozdawanie” nie jest tu najwłaściwszym określeniem – atrakcyjny swag można było zdobyć, przechodząc test kompetencji. Był on niezwykle wymagający – jedynie 20% aplikujących rzeczywiście go realizowało. Jeśli ktoś pokazał sę w takiej koszulce na branżowej imprezie, wiadomo było, że jest naprawdę dobry; takie zagranie na ambicji jednak nie było celem samym w sobie. Drugim warunkiem, koniecznym, by odebrać gratis, było załadowanie pliku z CV z akceptacją na kontakt ze strony Luksoftu. W ten sposób firma pozyskała bazę wysokiej jakości programistów, z którymi mogła kontaktować się w razie potrzeby i spróbować zachęcić ich do współpracy.

Capgemini

Zorganizowana na początku tego roku akcja rekrutacyjna przez firmę doradczą z obszaru IT, Capgemini, odbiła się szerokim echem w lokalnych i ogólnopolskich mediach. Skierowana do absolwentów uczelni wyższych, już po raz drugi miała wyłonić najlepszych z najlepszych. Na czym polegała? Rekrutacja pod hasłem IT Survival polegała na udziale w… obozie przetrwania, organizowanym na terenie Przemęckiego Parku Krajobrazowego (w 2016 odbyła się w Boszkowie).

Choć brzmi nieprawdopodobnie, taki obóz jest świetnym testem praktycznym zarówno twardych, jak i miękkich umiejętności, a zarazem dobrym sposobem na integrację. Podczas wyjazdu śmiałkowie poznawali narzędzia, techniki i najlepsze praktyki stosowane przez full stack developerów, mieli za zadanie zbudować kompletną aplikację webową oraz poszerzali wiedzę z języków programowania Java i Javascript.

W 2015 r. spośród 400 zgłoszeń, na IT Survival zaproszono 28 osób. Oprócz złożenia aplikacji, trzeba było przejść telefoniczny test językowy, a także rozwiązać test kompetencji w biurze firmy. Dopiero potem dokonywano selekcji, a spośród najlepszych uczestników obozu, wybierano kilku i proponowano im umowy o pracę.

Goyello

W 2015 roku firma doradczo-technologiczna Goyello postanowiła w dosłowny sposób zinterpretować definicję słowa “grywalizacja” i na własne potrzeby zaadaptowała jeden z escape roomów w Fun Arena w Gdańsku. Zabawa polegała na tym, by uczestnicy za zamkniętymi drzwiami w ciągu 45 minut wydostali się z pomieszczenia.

Miejsce rozgrywki stylizowano na opuszczone stanowisko pracy programisty, pełne ukrytych kodów i podpowiedzi. Przeprowadzona wcześniej kampania promocyjna pozwoliła wyłonić 32 śmiałków, głównie studentów absolwentów kierunków związanych z IT w Trójmieście. Utworzono 8 zespołów i po kolei wprowadzano do pokoju.  Należało znaleźć wszystkie wskazówki, na podstawie których można było dokończyć kod umożliwiający odparcie atak hakera. Zadaniu sprostały dwa zespoły – a kolejne kroki wymagały użycia zarówno specjalistycznej wiedzy, jak i logicznego i abstrakcyjnego myślenia.

Dzięki temu, wyklarowała się grupa potencjalnych kandydatów o najbardziej pożądanych umiejętnościach, z którymi dalsze rozmowy mógł prowadzić dział HR.

Notyfikacje web-push w generowaniu ruchu

Od kiedy marketerzy zyskali możliwość pokazywania komunikatów typu push z poziomu przeglądarki, nie milkną dyskusje mające rozsądzić, czy web notyfikacje okażą się nowym newsletterem. Mimo, że cel obydwu narzędzi jest ten sam, trudno w tej chwili wydać jednoznaczny osąd. Z pewnością jednak te kanały komunikacji mogą się świetnie uzupełniać – o ile będziemy pamiętać o kilku prostych zasadach.

Istnieje spora szansa, że przynajmniej raz miałeś/-aś do czynienia z komunikatem wyświetlonym w górnym lewym rogu przeglądarki o treści: “strona xyz chce pokazywać powiadomienia”. Od paru miesięcy sporo wydawców, sklepów internetowych i marek próbuje także zachęcić cię do wyrażenia na to zgody poprzez customizowane pop-upy – kusząc cię możliwością ‘bycia na bieżąco’ albo ‘dostawania informacji przed wszystkimi innymi’.

Skąd my to znamy?

Konotacje z newsletterem są oczywiste. Każdy marketer, który używa tego kanału komunikacji (czyli, literalnie, każdy), zdaje sobie sprawę z jego słabości. Przede wszystkim – zatłoczona skrzynka pocztowa. Emaile są z nami praktycznie od dwóch dekad i ich skuteczność z założenia nie będzie już większa, niż dziś. Jeśli 10 procent odbiorców otwiera twoje wiadomości, a 2-3 procent w nie klika, to znaczy, że mieścisz się z grubsza w zakresie średniej. A i tak, aby te statystyki przekładały się na sensowne zyski, musisz zainwestować sporo pieniędzy i czasu.

Budowanie wysokiej jakości bazy jest mozolne albo bardzo kosztowne i to biznesowy aksjomat, z którym wszyscy musimy się pogodzić (co nie znaczy oczywiście, że nie warto tego robić – warto, ponieważ emaile wciąż odpowiadają za generowanie sporych przychodów, ale zagadnienie jest trochę bardziej skomplikowane. Istnieją bowiem trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki). Zanim spełnisz formalne wymagania (double opt-in, zgłoszenie bazy do GIODO etc.), przyzwyczaisz odbiorcę do nowego nadawcy w jego skrzynce i umiejętnie wzbudzisz zainteresowanie dobrej jakości contentem – a następnie będziesz mógł pozyskane zainteresowanie monetyzować, minie sporo czasu. Na każdym z tych etapów musisz liczyć się z dropem w przyroście subskrybentów czy potencjalnym open rate’em.

Największym problemem związanym z email marketingiem jest konieczność pozostania w świadomości odbiorcy. Jeżeli ktoś podejmuje decyzję o podaniu swojego adresu, w zdecydowanej większości przypadków zapomni o tym w ciągu kilku, kilkunastu dni. Oprócz wiadomości od ulubionych brandów, reszta to szum, który od czasu do czasu zwraca naszą uwagę.

Web-pushe rozwiązują przynajmniej część tych problemów – nic się nie ‘wysyła’, tylko ‘pokazuje’, nie trzeba uzyskiwać zgody na przechowywanie danych (bo żadne wrażliwe dane nie są przechowywane), CTR jest kilkukrotnie wyższy, zaś sam komunikat, w momencie wyświetlenia, w bardzo angażujący sposób ściąga uwagę.

Przyjrzyjmy się dokładnie, w jaki sposób możesz czerpać najwięcej korzyści z zastosowania powiadomień wysyłanych za pośrednictwem przeglądarki.

Sposób zapisu

Aby zapisać się do newslettera, należy przejść zazwyczaj taką ścieżkę:

  • Wyświetlenie pop-upu
  • Aktywacja (kliknięcie) pola na wpisanie adresu
  • Wybór, który adres user chce wpisać (każdy z nas ma ich kilka)
  • Kliknięcie “zapisz mnie”
  • Ściągnięcie nowej poczty w kliencie, odnalezienie maila z linkiem aktywacyjnym
  • Aktywacja newslettera
  • Wyświetlenie [i zamknięcie] nowego okna z potwierdzeniem aktywacji

Każdy z tych kroków to “decydujący moment”, w którym odpada część potencjalnych subskrybentów. Praca nad UX – copy, grafiką, obietnicą wartości, formą pop-upu, layoutem maili z potwierdzeniami – i przeprowadzanie testów a/b na istotnie statystycznej grupie odbiorców może znacząco wpływać na poprawę mikrokonwersji. Osiąganie satysfakcjonujących efektów nie jest jednak proste.

Aby uruchomić notyfikacje, należy:

  • Odczytać systemowy komunikat przeglądarki z informacją o podmiocie, który chce pokazywać powiadomienia
  • Kliknąć “akceptuj”

I tyle. Z racji tego, że to przeglądarka ma całkowitą kontrolę nad preferencjami użytkownika, nie ma konieczności administrowania jakimikolwiek danymi osobowymi.

Dostarczalność i CTR

Dostarczalność wiadomości email bazuje na kilku czynnikach – przede wszystkim należy korzystać z wiarygodnego dostawcy do email marketingu, którego serwery nie znajdują się na czarnych listach. Nie mniej istotne jest to, jakie tytuły nadajemy wiadomościom i co wysyłamy w środku. Powinniśmy w prosty i czytelny sposób dawać możliwość wypisu z listy – w innym wypadku zniecierpliwiony użytkownik będzie oznaczał nasze wiadomości jako spam. Należy też regularnie czyścić bazę z nieaktywnych użytkowników, bo wpływa ona w całości na ocenę naszej wiarygodności w klientach pocztowych.

Według danych własnych PushAd, dostarczalność w przypadku powiadomień push wynosi 93% i rozkłada się na 4 dni. Ponad połowa notyfikacji wyświetlana jest w ciągu 2 godzin od wysłania! Tak długo, jak nie nadużywamy cierpliwości odbiorcy częstotliwością wyświetlanych komunikatów, możemy mieć pewność, że nie zostaniemy zablokowani. A jeśli jednak się to wydarzy – trudno, tracimy odbiorcę, natomiast w żaden sposób nie wpływa to na jakość całej naszej bazy.

Interesująco wypada także porównanie CTR-a. Zwróćmy uwagę, że poprzez wysłanie powiadomienia, mamy możliwość pokazania tylko jednego linka na raz, co wymusza na nas konieczność przemyślanego dobierania “wypychanych” treści. Dane zbierane na bazie blisko 400 klientów przez Push-ad mówią o 16-210-40% skuteczności – to oznacza, że na każde 100 wyświetleń linka, 16-21 osób w niego kliknie! W przypadku emaili – tak jak wspominaliśmy, ta liczba oscyluje w granicach 2-3 osób.

Segmentacja odbiorców i mechanizmy automatyzacji

Jeszcze 5 lat temu najważniejszą – i dla zdecydowanej większości marketerów, jedyną – funkcją email marketingu była możliwość wysyłania jednocześnie dużej ilości wiadomości do dużej grupy odbiorców oraz śledzenie kilku prostych wskaźników: otwarcia, klikania w linki, wypisu, odbicia.

Dziś niemal każdy dostawca narzędzia do masowej komunikacji mailowej oferuje przynajmniej pojedyncze elementy automatyzacji, a istnieje sporo rozwiązań, dzięki którym możemy układać całe skomplikowane sieci scenariuszy, na podstawie których uruchamiane są kolejne wysyłki. Począwszy od odzyskiwania koszyków, przez możliwość wysyłania wiadomości z określoną ofertą na podstawie zachowania użytkownika na stronie po ścieżki nurturingowe, budujące u odbiorcy potrzebę zakupową, trudno zaprzeczyć, że email automation potrafi generować bardzo satysfakcjonujący ROI.

Notyfikacje przeglądarkowe także zyskują podobne funkcje. Decydując się na dostawcę tej funkcjonalności, zwróćmy uwagę, czy potrafi on segmentować odbiorców na podstawie ich wcześniejszych zachowań i pokazywać takie notyfikacje, które mają potencjalnie największą szansę na kliknięcie. Takie profilowanie odbywa się poprzez automatyczną analizę danych historycznych i poprzez przypisywanie odpowiednich tagów, umożliwiając docieranie z właściwym komunikatem i odpowiednim kontekstem.

Niektóre narzędzia mają także możliwość ustawienia triggerów – dzięki czemu pewne procesy odbywają się względem użytkownika na podstawie jego zachowań na stronie. Można na przykład powiązać wizytę na karcie produktu z promocją na niego – i generować zysk w zasadzie bez żadnych dodatkowych nakładów czasowych.

Podsumowanie

– Notyfikacje wysyłane z poziomu przeglądarki to nowe, potężne narzędzie, które niweluje wiele słabości znanych nam z komunikacji email marketingowej. Wciąż jednak wiąże się z kilkoma ograniczeniami – póki co, system iOS nie pozwala ich wyświetlać na mobile (Android już tak), zaś konstrukcja tego powiadomienia wymaga oszczędności i przemyślenia. Dzięki temu jednak kliknięcia są znacznie bardziej intencjonalne, a jakość bazy może być nieco wyższa, niż z newslettera przy jednocześnie 10-krotnie większym CTR – tłumaczy zespół PushAd.

Jak zacząć korzystać z web pushy? W aplikacji PushAd Marketing Automation jest innymi kreator powiadomień, którego obsługa jest prosta i intuicyjna. Przy jego pomocy łatwo utworzyć banner subskrypcyjny, zachęcający do odbierania web push notyfikacji.

2017 rok to okres testów – zarówno wydawcy, jak i odbiorcy muszą nauczyć się korzystać z tego narzędzia, popełnić błędy, by sukcesywnie podnosić skuteczność. Czy notyfikacje okażą się nowym newsletterem? Bardzo możliwe – dziś jednak świetnie sprawdzą się, jako akcelerator dla nieotwartych maili i pomogą wycisnąć z tego starszego, dobrze znanego kanału dodatkowe profity.

Musically: złoto teen marketingu

Musical.ly to platforma społecznościowa (100% mobile) służąca do tworzenia, udostępniania i odkrywania 15-sekundowych wideoklipów muzycznych. Z założenia, apka miała konsumować trend lip-syncingu, a więc zgrywania dźwięku z ruchem ust, ale szybko rozwinęła się w stronę “dance-syncingu” i wielu innych form ekspresji z muzyką w tle. Z 200-milionową bazą użytkowników, stanowi łakomy kąsek dla brandów celujących w tę grupę konsumencką. Ale z czym to się właściwie je?

Continue reading